Całe życie używałam zwykłej soli kuchennej. Wydawało mi się – cóż, sól to sól, co tu wynaleźć. Aż pewnego wieczoru wpadłam do sąsiadki Reginy podzielić się przepisami, a ona postawiła na stole mały słoiczek z czymś jaskrawo zielonym.
„Spróbuj na pomidorze” – powiedziała, uśmiechając się. Posmakowałam. I zrozumiałam, że przez trzydzieści lat piekłam, dusiłam i ulepszałam dania, którym czegoś brakowało. To „coś” było jedną prostą rzeczą, którą Regina przygotowuje co kilka tygodni i co wystarcza na całą zimę.
Dlaczego zwykła sól nie wydobywa prawdziwego smaku
Kryształki czystej soli robią swoje – solą. Ale nie pracują razem z potrawą. Posypiesz pieczonego kurczaka – dostajesz słoność. Posypiesz sałatkę – znów tylko słoność. Bez głębi, bez aromatu, który sprawiłby, że zamkniesz oczy i powiesz „mmm”.
Regina wyjaśniła mi prosto: „Sól ma nieść smak, nie tylko solić.” Jej szmaragdowa mieszanka na języku rozprzestrzeniała się jak mały ogród – czuć było świeżość, nuty ziemiste i coś kwiatowego, czego słowami nie da się opisać.
Sekret, który poznałam tego wieczoru
Regina wyciągnęła z szafki garść świeżych ziół – bazylię, rozmaryn, tymianek. Do tego – grubą sól morską i trochę suszonego czosnku. „Tyle” – powiedziała. „Więcej nic nie potrzeba.” Ale spryciulą nie były składniki. Spryciulą było to, jak je połączyła.
Przepis na zieloną sól Reginy
Weź jedną szklankę gruboziarnistej soli morskiej – właśnie gruboziarnistej, nie drobnej. Drobna się wchłonie i powstanie papka. Do niej – pół szklanki świeżych ziół: bazylii, rozmarynu, tymianku lub pietruszki. Możesz mieszać, możesz używać tylko jednego – jak serce podpowie. Dodaj jeszcze jedną łyżeczkę suszonego czosnku w proszku i, jeśli masz, pół łyżeczki skórki z cytryny.
Wszystko wsyp do malaksera lub blendera. Pulsacyjnie – nie miel ciągle, ale krótkimi naciśnięciami – aż mieszanina stanie się jednorodna, ale wciąż wyczuwalne będą kryształki soli. Zajmuje to może minutę.
Teraz najważniejsza część: wysusz.
- Rozsyp mieszankę cienką warstwą na papierze do pieczenia.
- Nagrzej piekarnik do 80 stopni – nie więcej, inaczej zioła stracą kolor.
- Susz przez godzinę lub półtorej, mieszając co 20 minut.
- Gdy sól stanie się sucha i krusząca, wyjmij, ostudź i jeszcze raz krótko pulsacyjnie zmiksuj, aby rozbić powstałe grudki.
Przesyp do szczelnego słoika. Przechowa się kilka miesięcy.
Gdzie ta sól czyni cuda
Od wieczoru u Reginy minęło już pół roku. W tym czasie zielona sól stała się koniecznością w mojej kuchni – jak olej czy pieprz.
Pieczone warzywa – ziemniaki, marchewki, cukinie – z tą solą stają się daniem restauracyjnym. Wystarczy posypać przed podaniem.
Pieczone białka – kurczak, ryba, nawet jajka – nabierają takiej głębi aromatu, że goście pytają o przepis.
Grzanki z awokado – posypałam zamiast zwykłej soli i córka powiedziała, że to najlepsze śniadanie, jakie jadła.
Nawet krawędzie szklanek do koktajli obrysowuję tą solą, gdy robię margaritę – zupełnie inny poziom.
Jedna rada, którą dodała Regina
„Nigdy nie dodawaj tej soli do gorącego garnka” – ostrzegła. „Jest przeznaczona do wykańczania dania, nie do gotowania. Ciepło niszczy aromaty, dla których tak się starałaś.”
Dlatego zawsze posypuję tylko gotowe danie, tuż przed podaniem. Wtedy te zielonkawe kryształki błyszczą na talerzu, a po pierwszym kęsie w ustach rozumiesz, że zwykła sól została w przeszłości.



