Położyłam czerwony cebulę na szyi na noc i nie mogłam uwierzyć w to, co zobaczyłam rano

Położyłam czerwony cebulę na szyi na noc i nie mogłam uwierzyć w to, co zobaczyłam rano

Masz wrażenie, że Twoja skóra straciła blask, a Ty cierpisz na chroniczne zmęczenie, mimo że wyniki badań są w normie? W dzisiejszym zabieganym świecie łatwo zaniedbać swoje samopoczucie, szukając rozwiązań w drogich kremach i suplementach. Ale co jeśli sekret tkwi w czymś tak prostym i powszechnym jak cebula? Historia naszej czytelniczki może Cię zaskoczyć.

Niezwykła porada sąsiadki

Wszystko zaczęło się od Jadwigi z sąsiedztwa, kobiety o nieskończonych zapasach dziwnych, domowych porad. Kiedy kolejnym razem podzieliła się ze mną swoim „odkryciem”, przez chwilę myślałam, że tym razem naprawdę przesadziła. „Cebula na szyję? Na noc? Powariowałaś?” – odezwałam się niedowierzając.

„Tylko czerwona. Przekrój na pół i przyłóż bezpośrednio do tarczycy. Rano zmyjesz ciepłą wodą i tyle” – wyjaśniła spokojnie, jakby właśnie podawała przepis na zupę. Zbagatelizowałam jej słowa, przynajmniej tak myślałam.

Zmęczenie, które nie daje spokoju

Minęły dwa tygodnie. Czuję się jak połamana – ciągły brak energii, poszarzała cera, włosy bez życia. Badania niby w normie, ale organizm krzyczał, że coś jest nie tak. Siedziałam w kuchni, patrząc na koszyk z warzywami. Na wierzchu leżały czerwone cebule.

A co, jeśli…?

Zadałam sobie pytanie – co najgorszego może się stać? Że będę pachnieć jak grill? No trudno. Mąż i tak śpi jak kamień.

Wzięłam jedną cebulę, przekroiłam ją na pół. Sok spłynął na deskę do krojenia. Przykryłam nią miejsce na szyi, gdzie czuję tarczycę, i delikatnie podwiązałam szalikiem.

„Co ty robisz?” – zapytał mąż z drzwi sypialni.

„Leczę się.”

„Czym? Cebulą?”

„Tak.”

Wrócil do łóżka i nic więcej nie powiedział. Mądry facet.

Pierwsza noc – bez fajerwerków

Usnęłam dość szybko, mimo że zapach był… intensywny. Śniły mi się warzywa, ale to pewnie przez ten aromat. Rano umyłam szyję ciepłą wodą. Skóra w tym miejscu była lekko zaróżowiona, ale bez pieczenia i swędzenia. Spojrzałam w lustro.

Nic.

„No i jak, pomogło?” – zadrwił mąż przy kawie.

„Nic nie leczy się w jedną noc” – odparłam.

Ale coś w środku podpowiadało – próbuj dalej.

Tydzień z cebulą na szyi

Postanowiłam dać temu szansę. Codziennie wieczorem ten sam rytuał – świeża, przekrojona cebula na szyi. Rano – ciepła woda.

  • Trzeciego dnia zauważyłam, że rano wstaję łatwiej. Może po prostu lepiej spałam.
  • Piątego dnia mąż powiedział: „Jesteś dzisiaj jakaś… jaśniejsza.”
  • Szóstej doby spojrzałam w lustro i zobaczyłam, że moja skóra wygląda inaczej. Jakby ktoś włączył światło od środka. Brzmi głupio, ale tak właśnie było.

Po tygodniu spotkałam Jadwigę na klatce schodowej. „No i jak, próbowałaś?” – zapytała z uśmiechem.

„Próbowałam.”

„I?”

„Nie wiem jak, ale coś się dzieje.”

Tylko skinęła głową. Jakby wiedziała.

Co na to nauka?

Z ciekawości zaczęłam czytać. Okazało się, że czerwone cebule zawierają kwercetynę – flawonoid, który w badaniach laboratoryjnych wykazuje właściwości przeciwzapalne. Są w niej również związki siarki o działaniu antybakteryjnym.

Doktor Rimkus, którego spotkałam u rodzinnego lekarza, zapytał, co robię ze swoją skórą. „Wygląda pani wypoczęta. Czy coś Pani zmienia w swojej rutynie?”

Opowiedziałam mu o cebuli. Śmiał się, ale nie złośliwie. „Wie pani, medycyna ludowa czasem ma racjonalne podstawy. Związki siarki faktycznie mogą poprawiać krążenie, a kwercetyna jest antyoksydantem. Czy to leczy tarczycę? Nie ma dowodów klinicznych. Czy może pomóc skórze i ogólnemu samopoczuciu? Teoretycznie – tak” – wyjaśnił.

„Czyli poleca pan?”

„Nie rekomenduję, ale też nie zakazuję. Jeśli pomaga i nie szkodzi – czemu nie. Tylko jeśli skóra się podrażni albo pojawi się reakcja – proszę odstawić.”

Dlaczego akurat czerwona, a nie biała?

Zapytałam Jadwigę – dlaczego koniecznie czerwona? „Czerwona ma więcej tych… jak to się nazywa… antyoksydantów. Biała też dobra, ale czerwona mocniejsza” – wyjaśniła.

Po poczytaniu okazało się, że miała rację – czerwone cebule mają więcej antocyjanów, tych samych związków, które nadają kolor borówkom i czerwonej kapuście. Uważane są za jedne z najsilniejszych naturalnych antyoksydantów.

Ważne: cebula musi być świeża. Nie z lodówki, nie lekko gnijąca. Świeżo przekrojona, by soki były aktywne.

Czego nie powinieneś robić

Tutaj ważne jest, aby zaznaczyć – to nie jest lek. Jeśli masz poważne problemy z tarczycą, przyjmujesz hormony lub inne leki – najpierw skonsultuj się z lekarzem.

Kiedy odstawić:

  • Jeśli skóra się zaczerwieni i piecze.
  • Jeśli pojawi się wysypka lub swędzenie.
  • Jeśli odczuwasz jakikolwiek dyskomfort.

Nie stosuj na uszkodzoną lub podrażnioną skórę. I nie licz na cud w jedną noc – jeśli coś się dzieje, dzieje się powoli. Organizm to nie kuchenka mikrofalowa.

Co mówiła moja babcia

Zadzwoniłam do mamy i opowiedziałam jej. Parę razy się zaśmiała. „Dziecko, moja mama to robiła. I jej mama też. Czerwona cebula na szyję, ząbek czosnku do skarpety, liść kapusty na kolano… To stare praktyki.”

„I działało?”

„No, żyły do dziewięćdziesiątki.”

To nie jest argument, wiem. Ale czasem myślę – może te stare metody miały jakiś sens, którego po prostu nie nadążamy rozumieć.

Moje wnioski po miesiącu

Minął miesiąc. Stosuję tę metodę co najmniej 4-5 razy w tygodniu. Nie każdej nocy – czasem po prostu zapomnę albo jestem zbyt leniwa.

  • Skóra faktycznie wygląda na bardziej żywą.
  • Rano wstaję łatwiej.
  • To ciągłe uczucie „ciężkości” na szyi się zmniejszyło.

Czy to placebo? Może. Czy to zasługa cebuli? Nie wiem. Ale skoro coś działa – to czy ma znaczenie dlaczego?

Jadwiga teraz uśmiecha się za każdym razem, gdy mnie spotka. „Mówiłam ci” – powiedziała kiedyś.

„Mówiłaś.”

„W przyszłym tygodniu opowiem ci o liściach kapusty.”

No proszę. Czekam.

Czasem najprostsze rzeczy, które nasi przodkowie znali instynktownie, działają lepiej niż drogie kremy. Może nie zawsze rozumiemy dlaczego – ale może i nie musimy.

Przewijanie do góry