Zapomnij o okrywaniu winorośli na zimę. Te 3 odmiany przetrwają mróz bez Twojej pomocy

Zapomnij o okrywaniu winorośli na zimę. Te 3 odmiany przetrwają mróz bez Twojej pomocy

Każdej jesieni to samo – godziny pracy, schylanie się, męczący wysiłek, a i tak zdarza się, że część winorośli przemarza. Brzmi znajomo? Po trzech latach testów i rozmów z innymi pasjonatami ogrodnictwa, odkryłem pewien sekret, który odmieni Twój sposób myślenia o uprawie winorośli w Polsce. Okazuje się, że tradycyjne metody okrywania nierzadko są niepotrzebne, a nawet szkodliwe dla roślin.

Wyobraź sobie: winorośl, która sama zapewnia sobie zimowe schronienie i co roku daje obfite plony bez Twojej ingerencji. Brzmi jak marzenie? Dzięki tym trzem odmianom to możliwe nawet w naszym klimacie. Przez lata męczyłem się z okrywaniem, nie wiedząc, że rozwiązanie jest tak proste.

Dwa lata frustracji i jedno odkrycie

Pamiętam doskonale pierwsze sezony mojej przygody z winoroślą. Każdej jesieni czekał mnie rytuał: zdejmowanie pnączy z podpór, zginanie ich do ziemi, a następnie staranne przykrywanie stroiszem, folią, a czasem nawet starymi kocami. Wiosną czekało kolejne zadanie – rozbieranie tego wszystkiego, podnoszenie i przywiązywanie. To pochłaniało mnóstwo czasu i energii, a efekt? Niejednokrotnie rozczarowujący, bo mimo wysiłków, niektóre gałązki po prostu przemarzały.

Przełom nastąpił dzięki rozmowie z moim sąsiadem, Panem Tadeuszem, doświadczonym ogrodnikiem z wieloletnim stażem. Zapytałem go o radę dotyczącą okrywania i usłyszałem coś, co wydało mi się wręcz niemożliwe: „A po co ty je w ogóle okrywasz? Są odmiany, które doskonale zimują bez żadnego zabezpieczenia.” Byłem zdumiony – nikt nigdy nie wspomniał mi o takiej możliwości w polskich realiach.

Trzy odmiany, które zmieniły wszystko – i zaoszczędziły mój kręgosłup

Pan Tadeusz zaprosił mnie do swojego sadu i pokazał kilka pnączy, które rosły w najlepsze, nie widząc okrywy od… pięciu lat. Były to trzy konkretne odmiany, które zrewolucjonizowały moje podejście do uprawy winorośli:

  • ’Pleven’: To wczesna odmiana, gotowa do zbiorów już pod koniec sierpnia. Swoim wyglądem i smakiem przypomina słodkie, bursztynowe winogrona. Co najważniejsze, jej mrozoodporność sięga -25°C. Pan Tadeusz podkreśla, że jest to odmiana niezwykle wybaczająca – nawet po najcięższych zimach plony są stabilne i obfite.
  • ’Braška’: Rosyjska odmiana, nazwana tak ze względu na unikalny aromat przypominający… truskawki! Jagody mają piękny, różowy kolor i są idealne do jedzenia na świeżo. Dobrze znosi nawet chłodniejsze warunki, co czyni ją świetnym wyborem dla osób mieszkających w mniej nasłonecznionych rejonach Polski. Jej mrozoodporność jest porównywalna do 'Pleven’.
  • ’Ozernij’: To prawdziwy rekordzista pod względem odporności na mróz. Wytrzymuje temperatury nawet do -26°C, a czasem nawet niższe. Jagody są ciemne, soczyste i nadają się zarówno do jedzenia na surowo, jak i do produkcji domowego wina. Pan Tadeusz poleca ją szczególnie dla tych, których działki znajdują się w obniżeniach terenu, gdzie ryzyko silniejszych mrozów jest największe.

Dlaczego te odmiany nie potrzebują okrycia?

Zapytałem Pana Tadeusza, co sprawia, że te odmiany są tak wyjątkowe. Jego wyjaśnienie było proste i przekonujące. Okazuje się, że te winorośle inaczej przygotowują się do zimy.

Jesienią ich pędy silniej drewnieją, proces ten nazywa się lignifikacją. Dodatkowo, w ich tkankach gromadzi się mniej wody, co sprawia, że niskie temperatury nie powodują tak dużych uszkodzeń. Pan Tadeusz ujął to obrazowo: „Można powiedzieć, że natura sama okrywa je od środka.”

Ale uwaga – to nie oznacza, że można je posadzić i zapomnieć o nich na całą zimę. Istnieje jeden, kluczowy moment, kiedy te odmiany mogą być narażone na uszkodzenia.

Wiosna – prawdziwe wyzwanie, nie zima

Pan Tadeusz stanowczo podkreślił, że największym zagrożeniem dla winorośli w naszym klimacie nie jest mroźna zima, a nieprzewidywalna wiosna. Kiedy rośliny zaczynają wypuszczać pierwsze pąki i młode pędy, stają się niezwykle wrażliwe na późne przymrozki, które zdarzają się w Polsce nawet na początku maja.

„Obserwuj prognozy pogody,” radził. „Gdy zapowiadają przymrozki, a pąki już nabrzmiały i zaczynają się rozwijać, wystarczy przykryć tylko te najdelikatniejsze, młode pędy jakimś lekkim materiałem. Nie trzeba okrywać całego krzewu.”

Kolejnym ważnym aspektem jest cięcie. Nigdy nie należy ciąć winorośli zbyt wcześnie wiosną. Może to spowodować tzw. „płacz” winorośli – wypływanie soku, które osłabia roślinę. Najlepszym momentem na cięcie jest późna jesień, po opadnięciu liści, lub bardzo wczesna wiosna, zanim jeszcze soki zaczną krążyć w pędach.

Wybór miejsca – klucz do sukcesu

Pan Tadeusz zwrócił mi uwagę na to, jak ważne jest odpowiednie umiejscowienie winorośli. Idealnym miejscem jest południowa ściana domu lub południowy stok. Najważniejsze to unikać wszelkich obniżeń terenu, w których gromadzi się zimne powietrze.

„Najzimniejsze powietrze jest najcięższe,” wyjaśnił. „Spływa tam, gdzie jest niżej, i tam pozostaje. Dlaczego na przykład w ogrodach położonych w zagłębieniach terenu przymrozki są silniejsze.”

Drenaż to kolejny niezbędny element. Winorośle nie lubią „mokrych stóp”, szczególnie wiosną, gdy cykle zamarzania i rozmarzania mogą uszkodzić korzenie. Jeśli woda długo stoi przy podstawie rośliny i zamarza, korzenie są narażone na pękanie i obumieranie.

Moje pierwsze plony – bez okrywy, z radością

Wiosną zeszłego roku postanowiłem przetestować te rady. Posadziłem po jednej sadzonce każdej z trzech odmian, które dostałem od Pana Tadeusza. Pierwszej zimy byłem niespokojny. Kilkukrotnie wychodziłem w nocy, żeby sprawdzić, czy pędy na pewno nie przemarzły. Ale kolejne tygodnie i miesiące pokazały cuda:

Wszystkie trzy sadzonki obudziły się zdrowe, bez żadnych widocznych uszkodzeń po zimie. Latem pojawiły się pierwsze, niewielkie kiście – nie były może imponujące rozmiarem, ale ich słodycz w pełni mnie zadowoliła. Pan Tadeusz zaznaczył, że prawdziwy, obfity plon można zebrać dopiero od trzeciego roku od posadzenia.

Dziś patrzę na mój niewielki winograd zupełnie inaczej. Nie jest to już dla mnie kłopotliwa praca do wykonania przed zimą, a raczej obserwacja roślin, które doskonale wiedzą, jak zadbać o siebie, potrzebując minimalnej pomocy wiosną.

A jaki jest Wasz sposób na zimowanie winorośli? Czy macie swoje ulubione odmiany, które nie wymagają okrycia?

Przewijanie do góry